Ulf napisał(a):
W cytowanym przeze mnie urywku Havamal - przekladajac to moze "z polskiego na polski" - chodzi o to by placic dobrem za dobro, a zlem za zlo.
Wiem ze o to chodzi ale jesli ktos ci zrobi krzywde a ty mu odplacisz tym samym, z kolei on ci znowu odplaci jeszcze wieksza krzywda i zlo za zlo bedzie dawane w nieskonczonosc i na swiecie bedzie go coraz wiecej. Ja na przyklad nie chce w takim swiecie zyc i nie rozumiem dlaczego kierowac sie taka zasada.
Ulf napisał(a):
Jak ta odplata ma wygladac jest juz tylko sprawa odplacajacego i jego podejscia do tej sprawy- dlatego nie rozumiem Agni dlaczego insynuujesz Vikingowi ze mialby kogos pobic.
Przeciez to nie ja insynuuje tylko te cytaty - ktos ci zlamie reke to ty mu zlam ramie, on ci noge ty mu kregoslup. Przeciez to nie moj pomysl. Ja po prostu takie wnioski wyciagam z tych tekstow astaryjskich ktore czytam. Widze w nich duzo agresji.
Ulf napisał(a):
Kazdy rozsadny czlowiek zdaje sobie chyba sprawe z tego ze inne srodki stosuje sie w bezposrednim starciu fizycznym a inne w starciu na plaszczyznie "niematerialnej".
Mam nadzieje. Ale ja mowialm o zdradzie partnerskiej a nie o zadnej przemocy a ty odpowiedziales cytatem o lamaniu rak i kregoslupow, czyli srodki starcia fizycznego staly sie odpowiedzia na starcie na innej plaszczyznie.
Ulf napisał(a):
Gdybanie tak jak napisal Hakken, nie prowadzi do niczego konstruktywnego, tylko do dalszego gdybania.
Nie u mnie. Mi ono pomaga rozstrzygac rozne dylematy.
Ulf napisał(a):
Wedlug prawa zwyczajowego dawnych germanow, niewierna zona byla wypedzana z domu - obdzierana publicznie z odzienia i pedzona biczem przez cala wioske. Kobieta taka nie miala szans na powtorne zamazpojscie ani tym bardziej na jaka kolwiek akceptacje czy pomoc ze strony ze strony plemienia.
Bardzo ciekawe. A co dzilo sie z niewiernym malzonkiem. Czy tutaj tez bylo rownouprawnienie.
Ulf napisał(a):
Jednakze pamietajmy ze w tamtych czasach wsrod ludow germanskich honor byl nie tylko sprawa pojedynczego czlowieka lecz byl bardzo mocno zwiazany z cala rodzina, co jest powiazane z wierzeniami i cala nordycka koncepcja duszy i zycia duchowego czlowieka.( ktora moze przedstawie kiedys w innym watku) Wtedy nikt nie znal postmodernistycznego relatywizmu moralnego, wykrzywiajacego dzisiaj spojrzenie wielu ludzi.
Vrede pisala ze honor jest jak.... kazdy ma swoj. Moim zdaniem to relatywizm moralny a ty sie z nia zgodziles. To teraz nie rozumiem czy zgadzasz sie z tym ze kazdy odbiera honor inaczej czy tez uwazasz ze wszyscy powinnismy go traktowac tak samo.
Ulf napisał(a):
Tym nie mniej ja osobiscie jestem zdania, ze nabrzmialy wrzod przecina sie i daje sie ranie zagoic. Bo grzebanie w niej i jatrzenie nie przynosi nic procz bolu i dluzszego cierpienia.
Jasne ze nalezy wrzody przecinac a rany leczyc. Ale bledem jest uwazac ze wrzod pojawil sie bez glebszej przyczyny. Samo wyleczenie wrzodu jest zaleczeniem symptomu a nie przyczyny. Co jesli przyczyna lezy w winie dwojga ludzi. Owszem moze byc glupia baba i zdradzac meza na prawo i lewo bez przyczyny a moze tez byc madra kobieta ktora czuje sie nie dowartosciowana, opuszczona, zapomniana, niedopieszczona, wykorzystywana itp.
Ulf napisał(a):
Uhm...przede wszystkim od wlasnej slabosci, relatywizmu moralnego i wygodnictwa.
Moze to byc wolanie o pomoc, moze to byc proba wyzwolenia sie z toksycznego zwiazku, szukanie milosci jesli parter jej nie wystarczajaco daje. Moze to byc proba zdobycia sily i niezaleznosc jesli parter tlamsi kobiete i ta boi sie od niego odejsc a nawet sprzeniewierzyc sie. Wygodnictwo zadko wchodzi w rachube moim zdaniem. Czasami wygodniej jest nie zrobic nic i pogodzic sie z sytuacja, cierpiec w ciszy lub schowac glowe w piasek niz wziasc swoj los w swoje wlasne rece. Czy uwazasz ze sila to zgodzenie sie na zwiazek ktory zle traktuje kobiete i nie daje jej tego czego ona potrzebuje i nie zrobienie nic w kierunku zeby dostac to na co zasluguje. Owszem odejscie z takiego zwiazku jest lepszym rozwiazaniem ale na to potrzeba jeszcze wiecej sily czasami.
A sytuacje o ktorych mowilam - wyobrazmy sobie ze mezczyzna i kobieta kochaja sie ale z roznych powodow ich zwiazek nie dziala zbyt dobrze. Maja problemy i nawet sie zaczynaja zastanawiac czy sie nie rozejsc. No i jedno zdradzi drugie i przy tej okazji zrozumie ze jednak ktos inny to nie to samo co partner i ze czuje sie zle z ta zdrada, jednak kocha partnera. Moze nawet powiedziec o tym partnerowi a parter mimo ze moze czuc sie zraniony postanowi ze jednak kocha ta kobiete zbyt mocno zeby zerwac przez zdrade. Postanawiaja ze ich milosc warta jest tego zeby o nia zawalczyc i zyja dlugo i szczesliwie. Wierzcie mi ze duzo jest takich i podobnych przykladow.