Chyba jednak ta idea jest dla Was kontrowersyjna...
Agni, na wstępie przepraszam za błędne cytowanie. Nie wiem czemu to głównie na Ciebie pada, może jakieś fatum

To były oczywiście moje własne słowa.
Co do poczucia zjednoczenia to nie wiem czy mieli coś z tym wspólnego bogowie, wydaje mi się, że nie. Nie mniej było to przeżycie mistycznie (mówiąc Twoim językiem, dotknąłem świata ducha) i choć może Ci się to wydać dziwne to naprawdę mi się nie podobało. Jest to dla mnie uczucie przerażające i nic na to nie poradzę. Nie sądzę aby był to jakiś złośliwy duch, nie miało to raczej niczego wspólnego z jakimikolwiek bytami.
Nie nazywam mistycznego doświadczenia kłamstwem, bo doświadczenie samo w sobie jest prawdziwe. Uważam tylko, że dążenie do niego jest bezsensowne i to co oferuje jest złudne. Rozpłynięcie się i zjednoczenie z jakąś większą całością? Utrata woli na rzecz wielości? Nie, dziękuję. Nirwana zawsze wydawała mi się przereklamowana.
Zatem źle mnie zrozumiałaś (bo i niezbyt wyraźnie to napisałem), ja nie twierdzę, że idea jest kłamstwem, ja jedynie stawiam się w opozycji do tych pokoleń mistrzów mistycyzmu (i przy okazji buddystów) i twierdzę, że błędem jest dążenie do takiego stanu. I nie chodzi tu o mój tupet a raczej o przyjecie innej szkoły myślenia, w której najważniejsza jest jednostkowa wola i wszystko co wiąże się z jej ograniczeniem lub pozbawieniem (nawet czasowym) jest tak naprawdę robieniem sobie krzywdy.
Rozumiem, ze taki pogląd, stoi w sprzeczności z (jak mi się wydaje) pogańskim mainstreamem, i dlatego bulwersuje. Jednak każdy ma chyba prawo przyjąć taki punkt myślenia jaki uznaje za najlepszy dla siebie. Tak naprawdę nie możemy mieć pewności, który z nich jest prawidłowy (a może oba są błędne). Prawdopodobnie koniec końców rzeczywistość to zweryfikuje. Tak czy siak nie zamierzam tutaj rozpętywać wojny paradygmatów (co by Asus nie twierdził

) bo nie zamierzam nikomu narzucić własnego.
W wątku o światach napisałem, że faktycznie, Ci mocni szamani podróżują do świata duchowego, ale nie po to by się rozpłynąć/zjednoczyć z duchami wyższych światów. Idą tam by zdobyć mądrość, ale cały trik polega na tym, że zachowują tam odrębność i to właśnie pokazuje jak są silni. Nawet tam, gdzie silni rozpływają się w wielojedności oni potrafią zachować swoją odrębność i swoje ja. Dla mnie to duży krok w stronę boskości i pokaz prawdziwej siły.
To nie ja nadałem bogom cechy ludzkie, tylko pokolenia naszych przodków. Zresztą być może wcale im nie nadali tylko bogowie tacy właśnie są. Wierze również w istnienie bogów bardzo zwierzęcych nie posiadających zbytnio (to trochę bardziej skomplikowana sprawa, ale stanowczo nie na ten topic) cech ludzkich. Nawet jeżeli nie traktować mitów w sensie dosłownym to i tak zbyt wiele dają przestróg by nie fraternizować się zbytnio z bogami abym mógł je zlekceważyć. Rozumiem, ze uważasz, ze Twoi bogowie są inni, nie zamierzam z tym polemizować, ani się kłócić (bo i nie moja to sprawa), tu jednak rozmawiamy o panteonie nordyckim, a co do cech charakteru Asów czy Wanów to mity nie pozostawiają zbyt wielu wątpliwości...
Bogów zawsze traktowałem i traktować będę jako byty zupełnie zewnętrzne i dlatego wzdragam się przeciw oddawaniu im się we władzę. I nie jest to nawet punkt widzenia animisty, bo te bywają różne (wystarczy choćby spojrzeć na Loa i ich wierzchowce), to mój punkt widzenia oparty na własnych doświadczeniach, przemyśleniach i przyjęciu takiego a nie innego paradygmatu.
Wierzę, iż tak naprawdę moje duchy opiekuńcze są częścią mojej osobowości (w dużym stopniu upraszczając), więc nie jest to nawet kwestia symbiozy a raczej samorozwoju. Wykorzystuję w praktyce inne duchy, ot choćby swój bęben, ale mimo, że zapewne nie raz będę musiał na nim polegać jest on istotą zewnętrzna i mogę z nią współpracować, ale raczej nie będę chciał się z nim zjednoczyć (chyba, że zastosuję kiedyś duchowy kanibalizm, ale to trochę inna sprawa).
Jeszcze raz powtarzam, że bogów czczę, składam im ofiary i zazwyczaj odnoszę się z szacunkiem a niektórych nawet podziwiam. Jednak o nic ich nie proszę, niczego od nich nie oczekuję i staram się trzymać z daleka by oni również niczego ode mnie nie oczekiwali. Nie zawsze się to udaje, ale przecież nikt nie jest doskonały.
Fenrir, każdy ma swoje duchy opiekuńcze, to tylko kwestia ich przebudzenia. Jak zresztą napisałem wyżej, wierzę, ze są to konstrukty naszego ja, zatem nie ma osoby, która by ich nie miała i dlatego pisałem, że pozbycie się ich to jak pozbycie się reki. Bogowie są bytami zewnętrznymi, choć bez wątpienia równie mocno odczuwalnymi.
Vikingu, jeżeli spotkałem Lokiego to nic o tym nie wiem, ale to oczywiście o niczym nie świadczy, wszak z niego jest wprawny oszust

I, nie, nie mam szczególnie złych doświadczeń z bogami, choć z drugiej strony nie mam też szczególnie dobrych. Po prostu biorę swój los w swoje ręce ni nie chcę pomocy istot tak nieprzewidywalnych jak bogowie. Ufam jedynie przyjaciołom a nie mam przyjaciół wśród bogów. Zresztą ciężko mówić o przyjaźni czy miłości pomiędzy dwoma tak różnymi istotami.
Co do opętań przez ludzi to niestety jest to możliwe i dzieje się częściej niż myslisz, choć nie zawsze jest to szkodliwe.
Poświście, z jednej strony masz sporo racji w tym co piszesz o politeizmie, ale z drugiej... Bogowie są nieporównywalnie potężniejsi od nich, kiedy już czegoś od nas chcą to znajdą sposób aby to wymóc nie zależnie od tego czy będziesz od nich uciekał czy też nie. I tego właśnie chcę uniknąć. Oczywiście moja metoda nie jest w 100% pewna, ale lubię się łudzić tym, że daje mi nieco większe szanse na uniknięcie podobnej sytuacji.
Adnotacja dotycząca pisowni i języka polskiego:
W języku polskim bogowie jako określenie zbioru istot piszemy z malej litery, podobnie jak np. ludzie, lisy czy mrówki. Z dużej litery piszemy jedynie wtedy gdy jest to ich nazwa własna np. Bóg Ojciec, Rogaty Bóg, Biała Bogini itd. Jeżeli rozmówca wie o które bóstwo chodzi możemy oczywiście powiedzieć w skrócie Bóg lub Bogini. Ale kiedy już używamy ich imion to tylko imiona piszemy dużymi np. bogini Atena, bóg Thor itd. Asowie i Wanowie to nazwy własne rodów boskich, więc piszemy je dużymi literami tak jak nazwiska czy narodowości.
Nie ma to nic wspólnego z szacunkiem bądź jego brakiem, jedynie z zasadami pisowni języka polskiego
Nie to abym był szczególnym purysta językowym ale błąd zaczął się rozprzestrzeniać, więc postanowiłem się na jego temat wypowiedzieć.