Morgana deZ napisał(a):
najbardziej godzi w jedną stronę uczestniczącą w tych procedurach - znaczy kobiety
Nie wiem dlaczego uważasz, ze ustawa o o ochronie genomu ludzkiego i embrionu ludzkiego oraz Polskiej Radzie Bioetycznej dotyczy wyłacznie/przede wszystkim kobiet?
Tak naprawdę dotyczy kobiet jedynie w zakresie pomocy w prokreacji i to tez nie do końca tylko kobiet, bo mozna sobie wyobrazić sytuację, w której mężczyzna jest chory i nie jest w stanie w naturalny sposób zapłdnić partnerki i jedynym sposobem aby doszlo do zapłodnienia, może być wykorzystanie jego nasienia w metodzie in vitro.
Zasadniczo problematyka uregulowana w projekcie ustawy dotyczy sfery prokreacji tylko w pewnym stopniu. I tylko w tym zakresie, jeśli w ogóle, może być zabarwiona płciowo.
Ustawa ta, moim zdaniem nakłada powazne, zbyt daleko idące i motywowane jedynie ideologią katolicką ograniczenia na wszelkie badania naukowe związane z genotypem człowieka. Uniemożliwia bądź poważnie utrudnia odkrycie i zastosowanie róznych genetycznych metod terapii róznych schorzeń. Zapisy są potencjalnie niebezpieczne z uwagi na nieprecyzyjność a także brak spójności z istniejącym, bądź projektowanym systemem prawnym. Po prostu motywawany ideologia bubel. Ja nie widze w tej ustwawie żadnego kompromisu, o którym mówił poseł Gowin.
W trakcie dość pobieżnego czytania, rzuciły mi się w oczy dwie sprawy.
Jedna, to użyte sformułowanie "matka genetyczna". Pozornie jest to jasne. Jednak w propozycjach zmian Kodeksu rodzinnego zapisano, że matką jest kobietą, która rodzi. Nie wnikając w prwidłowość takiego rozstrzygnięcia, wprowadzenie w innej ustawie pojęcia "genetycznej matki" tylko pozornie precyzuje. Faktycznie wprowadzi do systemu prawnego bałagan.
Druga, o wiele powazniejsza, to absolutny zakaz wprowadzania zmian genetycznych zarodka, które maja na celu dziedziczną zmianę. Niech biolodzy mnie poprawią, bo nie jestem biegły w tej materii ale wydaje mi się, że w sytucji kogoś obciżonego np. hemofilią, byłoby wskazane dokonanie takiej trwałej i dziedzicznej zmiany w zarodku, aby ta choroba nie przenosiła się na kolejne pokolenia. Zapis ustawy całkowicie to uniemożliwia.
Podsumowując, uważam, ze miejscem własciwym dla tego projektu jest "wiklinowy segregator" a jeszcze lepiej niszczarka dokumentów.
Sheila napisał(a):
"Ingerencja mająca na celu dokonanie zmiany w genomie ludzkim, która nie powoduje jego zmiany dziedzicznej, jest dopuszczalna wyłącznie w celach leczniczych dotyczących osoby, której genom jest przedmiotem ingerencji."
A to oznacza, że jeśli można będzie przy pomocy ingerencji w geny uleczyć u dorosłej osoby raka płuc, to będzie to dozwolone. Ale raka jajnika lub jąder już nie, bo to spowoduje zmiany w komórkach rozrodczych, ergo mogą być dziedziczne.
Nie, to oznacza coś bardziej poważnego. Nie będzie można w sposób trwały wyleczyć żadnej dziedzicznej choroby, bo przerwanie jej dziedziczenia jest własnie dziedziczna zmianą.
Te zmiany nie ograniczają się wyłacznie do jąder i jajników.