Na początku lat osiemdziesiątych znajomy należący do oazy tłumaczył mi, że uczestnicząc w ich działaniach przechodzi się do kolejnych "formacji". Czyli to coś w rodzaju wtajemniczeń czy dróg w ramach ruchu oazowego. Bo oazy były ruchem grupującym te formacje i drogi. Jedną z nich było światło i życie.
Ale kolega mógł coś poplątać, za mądry to on nie był. Kształcił się na KUL-u na księdza pallotyna w grupie wykupionej przez zakon. Nie zdawał egzaminów wstępnych, nie dostał się w normalnym trybie, - za jego naukę zapłacono. Z czasem pallotyni całą grupę seminaryjną wywalili za moralność, kablarstwo, brak wyników w nauce. Na uczelni pozostali tylko dwaj, którzy zdali na nią normalnie a dopiero później przeszli do grupy seminaryjnej pallotynów. Żeby było śmiesznie - oni skończyli studia i zostali nauczycielami, zaczęli pracować w innych zawodach. Ci wyrzuceni poszli do zwykłych seminariów i zostali księżmi poza jednym, który został działaczem organizacji ochrony życia poczętego. Dokładniej, członkiem bojówki zamalowującej okna przeciwników pastą do butów.
I to wszystko w czasach gdy podstawowym zadaniem studenta była walka z ZOMO
