agni napisał(a):
A kiedy uwazasz zaistniala boskosc?
Przepraszam, jakoś nie zauważyłem pytania.
To bardzo trudne pytanie, bo nie potrafię podać nawet przybliżonej daty

Myślę, że w momencie w którym coś takiego jak "boskość" zaczęła mieć jakiekolwiek znaczenie, czyli kiedy silniejsze duchy zaczęły władać słabszymi. Zakładam, ze było to jakiś czas po tym jak już zaistniał czas

Tak czy inaczej moim zdanie pierwsze duchy były stanowczo zbyt proste by nazywać je bogami.
Co do płci grzybów to sprawa jest i prostsza i bardziej skomplikowana zarazem. Przede wszystkim tam następuje rekombinacja DNA na dużo bardziej podstawowym poziomie, więc nawet ciężko jest mówić o ich płci jako takiej. Ale postawienie sprawy w ten sposób, że coś jest albo mniej albo bardziej męskie, to tylko uproszczenie dzięki któremu możemy zrozumieć o co w tym chodzi. Zresztą, tak naprawdę nie o płeć grzybów mi chodzi. W ten sposób pytałem raczej o to co wyjaśniłaś w tym zdaniu:
agni napisał(a):
No i nie zapominajmy ze plec moze byc przejawem tych energii o ktorej mowilam w micie stworzenia ale nie jest ich prekursorem. One po prostu mowia ze cos musi dzialac na cos zeby cos sie zmienilo i nowego powstalo. Podstawowe prawo stworzenia.
Czyli, o ile dobrze zrozumiałem, tak naprawdę nie ma znaczenia ile jest tych płci, to że my mówimy o dwóch to tylko kwestia naturalnej dla nas antropomorfizacji i patrzenia na świat w sposób dualny. Gdybyśmy jako gatunek mieli powiedzmy 7 rożnych płci to mówili byśmy o siedmiorgu podstawowych bogów, ale tak naprawdę mówilibyśmy o tych siłach stwórczych. Dobrze rozumuję?
Jezeli tak to powiedz mi czy te siły stwórcze są tak naprawdę osobowo-swiadome?
Ulf napisał(a):
Gdybysmy mieli byc tylko przypadkowym wynikiem slepych sil natury, chaotycznych mutacji i bezcelowej ( w sensie nie posiadajacej celu) ewolucji – podejrzewam ze nie „rozmawialibysmy“ teraz ze soba.
Dlaczego?
A tak przy okazji to ewolucja nie jest bezcelowa, jej celem jest jak najlepsze przystosowanie istoty do warunków w których żyje. Nie jest to jednak cel świadomy i kierowany przez jakiś byt.
Ulf napisał(a):
wiele rzeczy dotyczacych stworzenia czy powstania swiata, zycia, czlowieka, nie daje sie „racjonalnie“ wytlumaczyc
Co znaczy "racjonalnie"? Przypomnę, że nie rozmawiasz z racjonalistą

Ulf napisał(a):
Dlatego wlasnie wielu wybitnych naukowcow, biologow, fizykow, genetykow, biochemikow usilujacych to robic – porzucilo swe przekonanie o prawdziwosci teorii ewolucji.
Na rzecz czego? Chciałbym wiedzieć jaka to teoria ich tak zachwyciła, bo chyba nie kreacjonizm. Nie twierdzę, że teoria ewolucji jest doskonała, ale można ją zaobserwować w praktyce, sprawdza się, działa i póki co jest najbardziej prawdopodobną.
Czy chodzi o to, że za ewolucją musi stać jakaś "siła wyższa"? Jakiś "architekt" tudzież "kreator" (może być w liczbie mnogiej

)? Jak rozumiem, ma w tym wszystkim jakiś cel? Czyli jednak wg Ciebie jesteśmy tylko narzędziami w jego/ich rękach? A co się stanie jak staniemy się już bezużyteczni? A może ma to jakiś koniec, np dążność do absolutu? Jeśli tak to powinniśmy jak najszybciej zbuntować się i porzucić takiego architekta, gdyż chce naszej zguby, zatem ostatecznie jest nam wrogi

Ulf napisał(a):
To ze przy jego pomocy udalo sie ulozyc kostke w stosunkowo krotkim czasie, bylo mozliwe tylko dzieki jego inteligencji i faktowi ze znal on zamierzony wynik calej tej powyzszej operacji.
Nie rozumiem jakie znaczenie ma czas? Dlaczego musi być krótki?
Ulf napisał(a):
prawdopodobienstwo samoistnego powstania bialek z aminokwasow jest mniej wiecej takie jak to, ze po przejsciu tornada nad jakims zlomowiskiem, z porozrzucanymi chaotycznie pojedynczymi czesciami samolotu, znajdziemy tam potem kompletnie zlozony i gotowy do lotu Boeing 747.

Czyli, biorąc pod uwagę ilość czasu i miejsca w przestrzeni circa 100%. Statystyka jest nieubłagana
Ja naprawdę rozumiem potrzebę człowieka by wytłumaczyć sobie sens istnienia. Inaczej, nie rozumiem, ale intelektualnie pojmuję. Ja przyjmuję prostszą zasadę: świat istnieje, rozwija się, istnieją w nim siły inteligentne, rozwijają się i mają swoje cele. Świat nie ma celów nadrzędnych i śwaidomych, on po prostu istnieje. My jako ludzie możemy mieć cele, ale nasze istnienie już nie ma żadnego nadrzędnego celu, poza istnieniem i rozwojem. Nie ma żadnego absolutu do którego dążymy i ktoś nam w tym pomaga. Zresztą dobrze, bo absolut to stagnacja, czyli autodestrukcja. Takie myślenie pozwala mi wyrwać się z okowów myślenia życzeniowego i pozwala usamodzielnić. Dzięki temu rozumiem, że moje własne cele są tak samo ważne i nieistotne zarazem jak cele dowolnej innej istoty, włączając w to bogów. Główna różnica między nami to taka, że jedni mogą więcej a inni mniej. Dla świata jako całości to i tak ma nikłe znaczenie.
Zresztą, nie dopytuje Was o szczegóły po to by podważać wasze poglądy a raczej z ciekawości i po to by je lepiej zrozumieć. Dlatego w miarę możliwości proszę unikajmy prób wzajemnego przekonania się do naszych poglądów, bo znowu wyniknie z tego kłótnia.