Ulf napisał(a):
Już samo przyjęcie a priori tego ze współcześni ludzie powinni patrzeć na świat oczami swoich przodków sprzed 10 czy więcej wieków, wydaje mi się , delikatnie mówiąc kontrowersyjne.
Wydaje mi się, że nie, zwłaszcza jeżeli mówimy o takich rzeczach jak religia. No, ale ja, wbrew pozorom, jestem tradycjonalistą
Tak czy inaczej, kiedy mówimy o takich rzeczach jak politeizm to nie ma znaczenia czy mówimy o ludziach dziś czy 1000 lat temu, termin pozostaje terminem, czy to się komuś podoba czy nie. Rozumiem, że nie wszystko może wyglądać tak jakbyśmy tego chcieli, ale wydaje mi się, że konsekwencja jest ważna. Zatem jeżeli wierzymy wielu bogów to nie możemy odrzucać istnienia innych, tylko dlatego, że nie pochodzą z naszego kręgu kulturowego.
Ulf napisał(a):
Odłóżmy na bok współczesne pomysły spisane w „mądrych“ księgach i zastanówmy się lepiej gdzie w tekstach źródłowych, na których opiera się dzisiejsze Asatru, można znaleźć odwołania do „obcych bogów“ ?
Świadczą o tym choćby formy odlewnicze w których oprócz młotów Thora były krzyże (wszystko to jedna forma służąca do "masowej" produkcji). Oczywiście o ile nie przekonuje Cię przykład z Bizancjum (do którego jeszcze wrócę za moment)...
Ulf napisał(a):
Do tego ze „poza znanym światem“ czyli jak piszesz poza światem tylko germańskim istnieją inni bogowie „silniejsi“ od Asów i Wanów i ze trzeba im składać ofiary ?
A niby czemu nie, skoro istnieją Asowie, Wanowie, Alfowie itd to czemu by nie mieli istnieć np. Thutha de Danan czy Biały Chrystus? Zresztą co do tego ostatniego to nigdy nie podważano jego boskości, całe spory dotyczyły tego czy jest to religia godna wojownika. Misjonarze zaczęli odnosić sukcesy dopiero wtedy gdy przedstawili go jako wojownika pływającego z apostołami na wiking do piekieł. Swoją drogą przydomek "Biały" nadali mu właśnie wikingowie i oznacza on mniej więcej tyle co "słaby".
Skoro zatem istnieje wiele bóstw to czemu im nie złożyć ofiary, jeżeli może to mieć dla Ciebie pozytywny skutek? Zwłaszcza, że przeciętny człowiek modlił się do tych bogów, którzy mu akurat byli potrzebni i pasowali. Jezeli chodziło o sprawy małżeńskie to była Freja, jeżeli kwestie mądrości to Odyn, jeżeli wojny to Thor itd, co zatem za różnica czy dołożysz do tego jeszcze kilka imion, jeżeli daje Ci to większe szanse powodzenia Czysty pragmatyzm.

Jeśli chodzi o kwestię "siły" bogów to nie chodzi tu o sparing między Shivą a Odynem i który, któremu tyłek skopie a raczej o to, że bogowie północy nazywają się tak, właśnie dlatego, że są na północy a nie w Indiach. Nad Gangesem stanowczo władzę ma Shiva anie Odyn i nie ma co się przy tym upierać.
Ulf napisał(a):
Ja osobiście nie mam problemu z czczeniem Odyna czy Thora, będąc w Indiach, w Ameryce, czy w Chinach.
Oczywiście, ale nie powinieneś mieć również problemu z oddaniem czci Isis, Shivie czy któremuś z Kami, kiedy będziesz na ich ziemiach. Tak dyktuje choćby i dobre wychowanie.
Ulf napisał(a):
Teorie o podziale świata miedzy bogów i o tym ze trzeba lub wypada modlić się do bogów miejscowych „bo są bliżej“ jest dla mnie nieco dziwna.
Nie "trzeba" tylko
można i nie ma w tym niczego zdrożnego.
Ulf napisał(a):
Biorę to po prostu na tzw. „chłopski rozum.... i podejrzewam, ze właśnie w taki sam prosty sposób jak ja podchodzili do tego zagadnienia nasi niewykształceni przodkowie.
A ja podejrzewam, że raczej nie. Wybacz, ale bierzesz to "na chłopski rozum" ukształtowany przez katolicyzm (lub protestantyzm, w tym wypadku na jedno wychodzi). Niestety idee monoteistyczne bardzo łatwo wziąć za "oczywiste", kiedy przez całe życie słyszy się, że są "jedynymi prawdziwymi". A teoria o istnieniu jednego (własnego) panteonu jest właśnie taką koncepcją wywiedzioną z monoteizmu, który naszym przodkom był raczej obcy.
Ulf napisał(a):
Być może jest to prawda, ze niektórzy Wikingowie w Bizancjum przyjmowali chrześcijaństwo
Być może, ale ja nie mówiłem o chrześcijaństwie, tylko o chrzcie. Aby być chrześcijaninem trzeba by przyjąć dogmaty tej religii a wątpię by to robili. Nie mniej uważam, że przyjmowali Białego Chrystusa jako jednego z wielu bogów istniejących poza ich własnym panteonem. A chrzest przyjmowali na pewno, inaczej nikt by im nie pozwolił na służbę w kraju chrześcijan.
Ulf napisał(a):
Ale do prawdziwej integracji z tamtejszym chrześcijańskim społeczeństwem nigdy nie doszło. Na samym początku swego romansu z Bizancjum Wikingowie musieli mieszkać za murami miasta, w czasie późniejszym - w swojej własnej dzielnicy lecz nawet tam nie mogli nosić przy sobie broni.
To o czym piszesz wynika głównie z przyczyn politycznych. Nie doszło do integracji bo dbano o to aby do niej nie doszło. Wikingowie pełnili funkcję podobną do pretorii a więc musieli pozostać możliwie najbardziej apolityczni. Kiedy osiedlili się choćby na wyspach zintegrowali się z ludnością miejscową tak bardzo, że już w kilka pokoleń później ciężko było powiedzieć kto jest kim

Ulf napisał(a):
Jedynym wyjątkiem byli suto opłacani najemnicy tworzący wareską gwardię cesarską
Obawiam się, ze nie byli oni wyjątkiem, o czym pisałem już wcześniej.
Ulf napisał(a):
I możne dlatego było ,jak to określiłeś Hakkenie, „polityczniej“dać się ochrzcić by w spokoju moc wyznawać swoich bogów..
Chrzest nie przeszkadzał im w czczeniu własnych bogów. Wiadomo, że kiedy szli do bitwy wzywali Odyna i Thora a nie Chrystusa, ale to dlatego, że oni się do tego celu lepiej nadawali, poza tym byli im bliżsi.
Ulf napisał(a):
Tym bardziej ze ludzie ówczesnej epoki ( o czym piszą kronikarze chrystianizujący Skandynawie na przykład ) widzieli wyraźną między ukrzyżowaniem Jezusa a ofiara Odyna zawieszonego na Yggdrasillu.
Tym jednym zdaniem potwierdziłeś właśnie to wszystko o czym tu piszę. Właśnie tak, widzieli tą paralelę, ale widzieli ja dlatego, że widzieli w Chrystusie boga, takiego samego jak Odyn. A skoro uznawali go za boga to czemu mieli by innych traktować inaczej?
Ulf napisał(a):
pozwala powątpiewać czy byli oni rzeczywiście, jak twierdzisz, chrześcijanami, choćby z nazwy. .
Już pisałem, że nie byli chrześcijanami, tylko przyjmowali chrzest, to drobna, ale znacząca różnica o czym powinno wiedzieć większość współczesnych, Polskich pogan

Ulf napisał(a):
Mysle ze czytajac to co napisałeś, należy pamiętać o tym ze właśnie Wikingowie „zabierali“ swoich bogów ze sobą. Rozszerzając swój świat, rozszerzali „zasięg działalności“ swych bogów.
Oczywiście, że tak, ale to są dwie różne rzeczy. Jasne, ze jak płyniesz na wyprawę łupieżczą i grabisz klasztory to nie modlisz się do Białego Chrystusa, tylko wzywasz Odyna by uchronił Cię przed gniewem tego, którego świątynie właśnie bezcześcisz

Co do osadnictwa, to po pierwsze nie wiadomo ile przejęli od ludności miejscowej, bo tak naprawdę wciąż niewiele wiemy na temat tamtego osadnictwa, ale jeżeli mieszkali tam odpowiednio długo to napewno trochę przejęli i przekazali. Kultury się mieszają i nie ma w tym nic złego, zwłaszcza jak przybywasz na obcą ziemię gdzie jest pełno obcych duchów to lepiej się z nimi zaprzyjaźnić, niż walczyć. Co nie oznacza, że trzeba od razu odrzucać swoich własnych bogów, przecież przyjechałeś tu zamieszkać i żyć tak jak żyli Twoi przodkowie a nie stać się Indianinem. Choć w przypadku kultur bardziej zbliżonych bywało już różnie o czym pisał już Poświst, więc nie będę się powtarzał.
Ulf napisał(a):
Nordyccy podróżnicy, zaciężni żołnierze, czy kupcy mimo przebywania na Rusi jakoś nie modlili się do miejscowych bogów
Naprawdę a niby czemu tak twierdzisz? Pochówki naprawdę o niczym nie świadczą, bo chowasz się wedle własnych obyczajów. Mam wrażenie, że zupełnie mnie nie zrozumiałeś ja nie mówię o tym, że politeista trafiając do innego kraju automatycznie staje się wyznawcą innego panteonu i porzuca swój. Nie musi niczego takiego robić bo nie ma takiej potrzeby. On wierzy w wielu bogów i kilku nowych nie robi mu różnicy. Wciąż pozostaje np. wikingiem, nawet w Indiach czy Chinach i wciąż czci Asów i Wanów bo tak mówią jego tradycje, ale nie przeszkadza mu to modlić się do innych bogów, jeżeli ma większą szansę na to, że go wysłuchają. Rozumiesz na czym polega różnica?
Ulf napisał(a):
Tak samo jak i Leif Ericcson, jego towarzysze oraz ich następcy żyjący przez jakiś czas w Winlandii nie przejęli animalistycznej wiary mieszkających tu Indian tylko dalej modlili się do swoich Bogów.
Po pierwsze
animistycznej a nie animalistycznej. A jeżeli chcesz już się tak rozdrabniać to totemizm.
Po drugie nie przejęli animizmu od Inuitów, ponieważ sami byli animistami i nie mieli czego przejmować. Zresztą normą jest, że bardziej zaawansowana kultura narzuca swoją formę tej bardziej prymitywnej, więc nie było nawet mowy o przejmowaniu czegokolwiek za wyjątkiem miejscowych duchów, ale tego uniknąć się nie da. Gdyby wylądowali na ziemiach np Lenape sprawy mogły by wyglądać nieco inaczej.
Ulf napisał(a):
nie mógłbym przyjąć ze powyższe fakty były wynikiem spaczenia volkistowskiego
I słusznie, bo te fakty nie są wynikiem spaczenia volksizmem. To spaczenie przejawia się w myśleniu "jeden naród, jeden panteon i odrzucamy wszystko co obce". Szczęśliwie nasi przodkowie byli mądrzejsi i nie próbowali kłócic się z rzeczywistością. Wiedzieli, że istnieją inni bogowie poza tymi, którzy opiekowali się nimi i ich ziemią i wiedzieli również, że czasem warto lub wypada się do nich pomodlić, zwłaszcza kiedy jest się na ich ziemi, wśród ich ludzi i nie jest się tam akurat na wikingu

Ulf napisał(a):
Także, krotko podsumowując to co napisałem – moim skromnym zadaniem, nie można i nie należny bezkrytycznie przyjmować wszystkich książkowych teorii.
Po pierwsze nie biorę niczego bezkrytycznie a po drugie odpowiem Ci podobnie: Moim skromnym zdaniem nie można bezkrytycznie przejmować wszystkiego co się usłyszało lub zdaje Ci się, ze tak jest. Mówisz mi o źródłach, więc o źródłach mówmy a jak na razie wziąłeś tylko te, które zdają się potwierdzać wygodna dla Ciebie teorię a odrzuciłeś te, które jej przeczą. Problem w tym, że wyjęte z kontekstu kulturowego tracą swoje znaczenie i przestajemy je rozumieć. Relatywizm kulturowy oznacza min umiejętność spojrzenia na inną kulturę nie przez pryzmat własnej ale zupełnie obiektywnie, bez ocen moralnych. I patrząc w ten sposób politeizm nie oznacza wyznawania jednego panteonu a wiarę w wiele bóstw i nie odrzucanie boskości tych, które są z poza rodzimego panteonu.
Ulf napisał(a):
Bo mędrca „szkiełko i oko“ nie są najlepszymi przyrządami by zrozumieć ludzi i ich pojąc ich religie.
Poza tym czuję się szczerze urażony. Jeszcze nikt mi dotąd nie zarzucił "szkiełka i oka". Jestem politeistą i to co mówię dyktuje mi serce. Nie zarzucaj mi zatem braku wiary, tylko dlatego, że mówię inaczej niż byś chciał usłyszeć.