OK. Różnie się obchodzi Kupalnockę (Sobótki).
Tu link do artykułu na Tarace. Autor na końcu wspomina o zaobserwowanym osobiście zwyczaju palenia kół. Wg. niego obyczaj występuje jedynie 30 - 60 km od Warszawy w trójkącie Sochaczew, Grodzisk, Błonie. Ponoć konsultował ów niespotykany rytuał z etnografami a ci nic o nim nie wiedzieli:
http://www.taraka.pl/index.php?id=kupala.htm
Nie popisali się Ci etnografowie skoro masz pokrewne obserwacje.
I tu trochę, choć raczej tylko jako kontekst głównych myśli:
http://www.taraka.pl/index.php?id=zaryskosmoslo.htm
Teraz "Pieśń świętojańska o sobótce" Kochanowskiego. W pieśni Panny I. pięć razy wymieniane jest ognisko, ogień, palenie. Raz przepasywanie się bylicą:
http://univ.gda.pl/~literat/jksobot/tekst.htm
Do tego Marcin z Urzędowa i Długosz.
I coś z Wiki:
http://pl.wikipedia.org/wiki/Noc_Kupa%C5%82y
Tu są i Polacy i Czesi, Litwini i południowi Słowianie. Również Germanie i Celtowie. Zawsze ognisko, również inne akcesoria.
W opowieści o Łotwie oczywiście nie chodziło mi o okazję do wypicia piwa przy ognisku. Gdyby chodziło po prostu o napicie się to wszystkie sklepy oferowały piwo marki Ryga

. Znośne, co oznacza o niebo lepsze od robionego samemu, nie kwaśniejące tak łatwo, dostępne bez tych całych ceregieli z produkcją i chyba w tej samej cenie. I takie picie przy ognisku można zorganizować w dowolnym terminie.
Ponieważ znany jest zwyczaj zarówno u Słowian jak i German przepijania miodem do Bogów - współuczestników uczty (nazwę miód Skandynawowie zaadoptowali od Słowian) można byłoby sądzić, że i w Sobótkę raczono się trunkiem. Pomstują na sam obyczaj i na raczenie się trunkiem i Długosz, i Marcin z Urzędowa. Zastanawiałem się jednak czy w Sobótkę nie stosowano odmiennego napitku. W tę jedną noc skok pary przez ogień był równoważny zawarciu małżeństwa. Zarazem znana jest prastara pieśń weselna "Chmielu, chmielu". Chmiel używany przez Słowian do zaprawiania piwa (to też ponoć nasz wynalazek) jednoznacznie kojarzony z małżeństwem? Plus obowiązek warzenia własnego piwa sobótkowego u Bałtów. Zastanawia mnie to. Zbieram informacje.
Moje własne obserwacje z Podlasia, Gór ?więtokrzyskich, Ukrainy i krajów Bałtów to: zawsze ognisko, skoki przez ogień chłopców lub par, czasami wianki, bardzo rzadko bylica do przepasywania. Dobieranie się w pary zależne od wzajemnych sympatii ale wszyscy wiedzieli, że to ta noc

. W rodzinnych stronach uczestniczę w obchodach od wielu, baaardzo wielu lat. Spotykając się obchodami w innych miejscach (obchodami z bardziej lub mniej pogańskim nastawieniem), nawet nie przypuszczałem, że dla kogoś może to być egzotyczny obyczaj. Miałem poczucie uczestnictwa w czymś powszechnym, bez mała zwyczajnym w swej corocznej powtarzalności. W liceum umawianie się na Sobótki brzmiało tak: gdzie idziecie? - tam i tam; a wy? - z harcerzami; acha bo my tu i tu, przyjdziecie? Po prostu norma.
Albruna napisał(a):
To ja jeszcze przepis na miod pitny poprosze
Miody pitne to półtoraki (słodki okrutnie, dla panien sposobny, zwłaszcza, że mocny i szybko zniewala), dwójniaki (ten mężatkom zadawany), trójniak (w sam raz na ucztę w Gaju czy Walhalli) i czwórniak (ten dla ciur obozowych jeno).
Liczy się je tak: trójniak to kilogram miodu na dwa litry wody. Razem trzy kg czyli trójniak. Pozostałe analogicznie. Miód liczymy w kilogramach a nie litrach bo cięższy od wody. Dalej postępujemy jak ze zwykłym winem robionym na dzikich drożdżach. Dwójniak i półtorak strasznie długo się robią. Nie polecam. Oczywiście istnieją stare receptury doprawiania. Np "panieński" to trójniak z malinami, Kapucyński - korzenny dwójniak.
Jeśli chcesz dokładne przepisy to podam je jutro.
Mea napisał(a):
Poświst nie męcz mnie tym część z tego już jakimś cudem zaliczyłam, a część jeszcze przede mną i już nie mogę...
No coś ty? To przecież nasz ród. Czujemy to przez skórę, "pamiętamy podświadomą pamięcią pokoleń" (PPPP)

...bez uczenia...

Mea napisał(a):
cieszę się, że generalnie się zgadzamy

Ja też, powodzenia z tym egzaminem
Sława