Nuit napisał(a):
nurtuje mnie pytanie: po co wam są potrzebni ci bogowie? Czemu macie taką potrzebę, żeby coś, czy kogoś czcić? Wielu z Was, Pogan praktykuje jakiś rodzaj magii naturalnej, albo czarostwa - w żadnej z tych ścieżek nie jest wymagana wiara w bogów, czy boginie. Szanuje się, ba, może nawet czci Przyrodę, siły wszechświata, ale konkretnych bogów?
Dla mnie (odpowiadam tu tylko za siebie, nie za cały nurt) Bogowie stanowią personifikację pewnych sił. A konkretnie ci Bogowie, bo taka właśnie personifikacja jest mi bliska kulturowo. Zarazem, ponieważ jej zakres jest ustalony, narzuca mi określone prerogatywy danego Boga.
To po prostu pewien porządek.
Nuit napisał(a):
Szamanizm ma takie zdrowe podejście do tego - pracuje się z konkretnymi duchami i siłami, które wchodzą z nami w kontakt, niektóre z nich są potężniejsze, inne mniej. I szanuje się te duchy, składa im ofiary, ale to nie jest traktowanie ich jak bogów - nie czci się ich
Właściwie to w swoim przypadku nie widzę różnic. Czy siły, których obecność odczuwam nazwiesz Bogami czy duchami jest właściwie obojętne. Dla mnie są Bogami ze względu na tradycję, na określoną co do prerogatyw personifikację.
Co do czczenia - u Słowian, u Germanów również, chociaż po ostatnich dyskusjach zaczynam mieć wątpliwości, Bogowie (moi) to towarzysze. Ważni ale nie wymagający czołobitności. Szacunek można nazwać czczeniem, z drugiej strony dopuszczenie do zapadnięcia w proch przed stopami świętego posągu można nazwać poufałością. Poruszając się wśród tych labilnych określeń moją cześć dla Bogów nazwałbym szacunkiem bez czołobitności ale z odrobiną poufałości. I lubimy sobie pożartować
Nuit napisał(a):
już mnie rozumiem po co ich tak personifikować i czcić? W ten sposób odbiera się im ich faktyczną rolę i moc - bo się ich w jakiś sposób uczłowiecza, sprowadza do poziomu człowieczego. To pomaga te siły "oswoić" czy "zrozumieć" - ale czy aby na pewno? Jak dla mnie to takie oszukiwanie własnej psyche, żeby przezwyciężyć lęk
Religia, wyznanie, to nie tylko Bogowie ale i etyka, i filozofia. Bóg - persona pozwala na dyskurs. Nie bardzo wiem jaką rolę czy moc miałbym im tym odebrać. A już kompletnie nie wiem nic o lęku związanym z Bogami. W ogóle mało jest rzeczy, których się boję. Bardzo mało. Dlaczegóż miałbym, ni stąd ni zowąd, zacząć się bać Bogów? Fakt ogromu wszechświata (geograficznego, czasowego i jego nasycenia materią i energią) mnie zachwyca. Nie zatrważa (to a propos sił przyrody, wszechświata, drzemiących w nim mocy). Skąd Twe domniemanie lęków?
Co do niezrozumienia -po co ich (Bogów) tak czcić-. Nie wiem jak, z jaką estymą, kontaktujesz się z duchami. Może z większą niż ja "czczę" swych Bogów? Tak więc, co rozumiesz pod stwierdzeniem: tak ... czcić?
Nuit napisał(a):
Czy nie byłoby prawdziwsze spróbować zobaczyć, albo poczuć te siły takimi jakimi są - bez bajek, bez wsadzania w nie ludzkich emocji, nadawania osobowości i innych takich właściwości, które dotyczą tylko gatunku ludzkiego, a niektóre z nich też świata zwierząt. Takie spojrzenie wymagałoby o wiele więcej pokory i odwagi, no ale czemu mamy iść na łatwiznę?
Z mojego punktu wygląda to odwrotnie. Gdzie indziej widzę łatwiznę i bajki

łatwizna, mym zdaniem, to ograniczenie się jedynie do kontaktu z odrzuceniem etyki, filozofii i ich edukacyjnego, wychowawczego znaczenia. Z całym szacunkiem oczywiście - są po prostu różne drogi. Każdy z nas jakąś wybiera. To co ja widzę jako zubożenie, kto inny może widzieć jako wyekstrahowanie najważniejszego, uwypuklenie. To co widzę jako sieć zależności, powiązań, oddziaływań w całym swym bogactwie, kto inny może widzieć jako galimatias zbędnej ludzkiej twórczości.