3Jane napisał(a):
Bo religia to nie tylko bogowie, a kult przodków to nie pamięć o przodkach (po angielsku różnica: ancestor worship vs. ancestor veneration).
(...)
Religia zawiera zwykle teorię o tym, co się dzieje ze zmarłymi, tudzież bogów i duchy pomagające zmarłym.
Tak, ale dla mnie kult przodków to kult chtoniczny, nie związany bezpośrednio z kultem bogów.
Religia nie może przeszkadzać w oddawaniu kultu twym przodkom, zresztą żadnemu politeiście przeszkadzać nie będzie. Nie obchodzi mnie szczególnie, czy są oni w piekle czy niebie w wyraju czy hell, ważne, ze są moimi przodkami wiec należna jest im moja cześć. A jeśli oni z jakichś powodów nie chcą mojej czci to jest to ich problem a nie mój.
Tak więc moim zdaniem zdaniem zastanawianie się nad tym czy praprababka, która była katoliczką ma coś przeciw temu, że jej wnuczek, który jest poganinem oddaje jej cześć jest tworzeniem sobie sztucznych i niepotrzebnych problemów.
3Jane napisał(a):
Mam wrażenie, że jako poganie skupiamy się strasznie na bogach, a zapominamy o duchach ziemi, duchach bezpośrednich przodków, duchach domowych. Mało lokalni, mało społeczni i mało przyziemni/ziemscy jesteśmy.
Mów za siebie proszę. Nie skupiam się na bogach, kontaktuję się głównie z duchami i nigdy nie zapominam o przodkach. Stado/plemię jest dla mnie najważniejsze, kocham miasto w którym żyję i nie uważam aby jakiś las był od niego lepszy, uwielbiam ulicę przy której mieszkam i parki dookoła. Nie wiem czy jestem za mało przyziemny/miejski bo nie wiem w jakiej skali należy to liczyć. I robię to mimo tego, że nie jestem rekonstrukcjonistą. Proszę zatem bez generalizowania, albo zdefiniuj pogan tak by było wiadomo o kim mówisz

3Jane napisał(a):
Wiem i pamiętam, ale wydaje mi się, że to służyło tworzeniu więzi między rodzinami, powodujących że szerzej pojęty klan lepiej się trzymał.
Również, ale nie tylko. Kiedy masz bliskiego przyjaciela, którego kochasz jak brata to nie możesz go uznać za rodzinę, tylko dlatego, że nie płynie w was ta sama krew?
Zresztą dla mnie osobiście to akurat ma małe znaczenie. Nie mam problemów ze swoją religią i nigdy nie miałem konfliktów na tle religia-rodzina. Uznaję religię za coś osobistego co nie ma związku z moją rodziną.
Ale oprócz rodziny mogę należeć jeszcze do innej wspólnoty. Dzięki życiu w dużej aglomeracji plemię i rodzina niekoniecznie muszą być tożsame. Stygmat czasów jak myślę

3Jane napisał(a):
Taką intencję wyczytałam z "Tak naprawdę w rolę płci pośledniej i słabej zostały wciśnięte po chrystianizacji, przez przyjęcie sporej części rzymskiej kultury." itd, ale rozumiem że błędnie odczytałam

Tak, źle odczytałaś, zwłaszcza, że pisząc o "przyjęciu sporej części kultury rzymskiej" pisałem również o Polsce
