agni napisał(a):
To co piszesz brzmi tez bardzo wiccansko.

Jakbyś ty to napisała to powiedziałbym, że brzmi to bardzo szamańsko.
Punkt widzenia zależy od punktu siedzenia

Jeżeli chodzi o to czy wiesz czy nie wiesz czy byłeś opętany i czy pamiętasz co się wtedy działo to jest właśnie kwestia zachowania swojej odrębności i odpowiednio silnej woli. Jak jesteś w tym dobry to wiesz, jak nie to nie wiesz, albo masz tylko blade pojęcie na ten temat. Zresztą to pewnie też kwestia techniki i podejścia do sprawy.
Amvaradel napisał(a):
Bardziej mi chodziło o wskazanie na proporcje udziału takich praktyk ekstatycznych w stosunku do innych praktyk religijnych.
Myślę, że to jest akurat stygmat czasów. Kiedyś praktyki ekstatyczne w europie były dużo bardziej popularne, ale wraz z nadejściem mieszczańskiego stylu życia stały się "nieodpowiednie" więc przestały być modne

Amvaradel napisał(a):
Afrykanie częściej w porównaniu z Europejczykami angażują się w takie praktyki.
To fakt, ale myślę, ze to wynika z kwestii ich powiązań z kultami ekstatycznymi w afryce. Nawet jeżeli są chrześcijanami to ich sąsiedzi często nimi nie są i widać co i jak robią, więc ekstaza nie wyszła tam z mody. Z kolei w Ameryce kulty plemienne przeszły szybką przemianę w mniej-więcej chrześcijaństwo, ale nie wypleniono z nich nawyków ekstatycznych, co widać w prawie każdym "czarnym" kościele jak np u baptystów.
Amvaradel napisał(a):
Chyba jednak rozwinę temat typologii transów

Nie jest to typologia zamknięta, ale raczej wersja robocza(...)
Ok, jeżeli to Twoja własna typologia to nie zamierzam się z nią kłócić skoro ma ona pomagać Tobie

Amvaradel napisał(a):
- ekstaza osobistego spotkania z osobowym bóstwem - nie ma kontroli, jest jakiś rodzaj partnerstwa, spotkanie "twarzą w twarz"
Hmm, tu akurat kłóciłbym się z tym "partnerstwem". Moje poglądy na temat bóstw i tak są już niepopularne i kontrowersyjne, więc swobodnie mogę brnąć dalej

IMHO tam gdzie spotykają się dwie wole zawsze wygrywa silniejsza a słabsza się podporządkowuje. To dość naturalny i powszechny proces. Zatem jeżeli spotyka się wola bóstwa i wola człowieka nie można mówić o partnerstwie, gdyż wola bóstwa jest tak silna, że człowiek nie ma z nią większych szans. Nie mają tu nawet znaczenia osobiste chęci. Bóstwo może nie chcieć naginać człowieka do swojej woli, ale w tak osobistym kontakcie i tak to się stanie bo wola słabsza poddaje się silniejszej. Wiem, ze to brzmi nie najlepiej ale tak naprawdę nie ma w tym niczego złego, to naturalny porządek rzeczy, zwłaszcza wśród stworzeń stadnych takie jak my, cwane małpy. Zatem nie ma co mówić o partnerstwie lub przyjaźni z bogami bo to oszukiwanie samych siebie. Bogowie są po to by ich czcić lub ich nienawidzić (choć jedno nie wyklucza drugiego). Przyjaźnić się możemy z istotami obdarzonymi wolą podobną do naszej a i w tym wypadku nie jest to proste.
Sprawę dodatkowo komplikuje to, że bogowie dysponując tak silną wolą nie tylko narzucają ją istotom słabszym, ale również, często bezwiednie, zmieniają ich tak by do nich pasowali.
Oczywiście o tym wszystkim mówimy w momencie tak bliskiego, osobowego kontaktu z bóstwem jaki może się zdarzyć podczas ekstazy religijnej nie mówiąc już o podróżach szamańskich. Kiedy czci się bóstwa z "większej odległości" można sobie się z nimi nawet przyjaźnić

Innymi słowy
human know your limits(to oczywiście taki niewinny żart a nie próba obrażenia kobiet

)
Amvaradel napisał(a):
To Hakkenie, co napisałeś o katolickich objawieniach pasuje mi do transu mistycznego jako spotkania z osobowym bóstwem.
Niech mu będzie i trans mistyczny, grunt, ze to praktyka ekstatyczna

Amvaradel napisał(a):
Nie wydaje mi się, żeby wszyscy fani rave dążyli do przeżyć duchowych.
Oczywiście, że nie wszyscy, ale u podstaw imprez ravowych (bo wbrew obiegowej opinii rave jest rodzajem imprezy a nie muzyki) leżało dążenie do wspólnego przeżywania sacrum. Nie twierdze, że było ono uświadomione (choć w niektórych wypadkach na pewno tak było), ale to tak naprawdę bardzo ludzki odruch i cyklicznie się pojawia w wielu subkulturach. Przeżywanie transu jest zawsze przeżyciem duchowym, zatem kiedy dążysz do kolejnych transów dążysz do przeżyć duchowych, czy to sobie uświadamiasz czy nie. Dodatkowo wspólne przeżywanie transu ma aspekt bardzo społeczny, czyli staje się to swojego rodzaju misterium i poszukiwaniem najbardziej pierwotnego sacrum.
Należy pamiętać, rave to impreza organizowana zazwyczaj przez bliższych lub dalszych znajomych i znajomych znajomych do tego z reguły w miejscu w którym takiej imprezy imprezować nie można i najczęściej używa się tam alkoholu i narkotyków. Dzięki temu istnieje wiele punktów pomagających w szybkiej integracji społecznej i stworzenia takiego krótkotrwałego "plemienia".
Hmm, tak na marginesie muszę kiedyś spróbować zorganizować rave, to świetny eksperyment społeczny...
Amvaradel napisał(a):
Są też szamani doświadczający transów mistycznych.
Och, bez wątpienia. Czasem nawet zdarza im się to zupełnie niechcący
A co do stosowania różnych metod w obrębie jednego systemu to bywa z tym różnie. tacy szamiący jak Uosie i im pokrewni korzystają z bardzo wielu metod zaczerpniętych z wielu różnych kultur i systemów. Bardziej tradycyjni syberyjscy, aborygeńscy, amerykańscy itp. zazwyczaj poruszają się tylko w tradycyjnych schematach, przekazanych im przez ich nauczycieli. Ale to tylko kwestia tradycji i sprawdzonych metod
