Przeszkadzało, nie przeszkadzało... Dla mnie nieumiejętność dokonania wyboru między religią zakazującą używania magii (a wyraźnie stoi o tym i w Biblii, niezależnie od tego, czy hipotetyczny jej założyciel, na którego istnienie nie ma 100% historycznych dowodów był magiem, czy nie; i mówi o tym Katechizm Kościoła Katolickiego, bodajże chyba w sekcji dotyczącej II przykazania) wyraźnie uprawiania magii zakazuje. Więc są dwie możliwości - albo z miłości wobec bóstwa i wierności sygnowanym przez nie, jak się wierzy, zakazom i nakazom - rezygnuje się z wróżbiarstwa i użycia magii, albo szuka się innej religii, która tego nie zakazuje, a może nawet takiej, której część te praktyki stanowią. Inaczej jest się hipokrytą - i to oszukującym zarówno siebie, jak i bóstwo, któremu wierność się deklaruje.
Podobnie zresztą - i to jest już temat wyjątkowo drażliwy i w sumie na inny wątek - współżycie mężczyzny z mężczyzną należy do "rzeczy obrzydliwych w oczach Pana". Tylko zresztą ono i magia są w Biblii tak określone, żadne inne czynności czy postępowanie tego miana nie zyskały. Więc na litość wszystkich Mocy, dlaczego osoby homoseksualne tkwią przy religii uważającej je za obrzydliwe i uznającej, że swoim postępowaniem obrażają Boga? Czy nie lepiej poszukać takiej, w której można żyć pełnią życia, bez poczucia winy? (tu chylę czoła i składam wyrazy szczerego szacunku wobec naszych pogańskich gejów, choć jestem świadoma faktu, że akurat nie orientacja miała wpływ na dokonywane przez nich wybory religijne).
Próby reformy katolicyzmu zgodnie z oczekiwaniami wiernych też są hipokryzją. To człowiek ma się przecież naginać do wymogów religijnych, a nie religia do niego. Nagiąć się za trudno - religię trzeba zreformować? Żałosne. To już lepiej i uczciwiej sobie własną religię stworzyć i być jej wiernym...
Stosowne fragmenty Biblii - co do homoseksualizmu:
Kapł. 18:22 mówi: "Nie będziesz obcował z mężczyzną tak jak się obcuje z kobietą. To jest obrzydliwość!"
Kapł. 20:13 umieszcza współżycie osób tej samej płci wśród zbrodni karanych śmiercią. Zarówno
Kapł., jak i
Pwt. stawiają je w jednym rzędzie z sakralnym nierządem, cudzołóstwem, dręczeniem podwładnych i wyżywaniem się na wdowach i sierotach.
Co do magii:
Czary, gusła, pozachrześcijańskie rytuały, ale również wróżby czy próby nawiązania kontaktu ze zmarłymi, a więc praktyki spirytystyczne także zaliczane są do "obrzydliwości".
Pwt. 18:10-12 wyraźnie i bez wątpliwości do "obrzydliwych w oczach Pana" zalicza każdego, kto by "uprawiał wróżby, gusła, przepowiednie i czary; kto by uprawiał zaklęcia, pytał duchów i widma, zwracał się do umarłych". A mój ulubiony werset,
Wj. 22:17, mówi wprost: "Nie pozwolisz żyć czarownicy".
Żadnych wątpliwości co do tego, że jakiekolwiek praktyki magiczne są przez Kościół potępione nie pozostawia też KKK. Mówiąc między innymi:
Cytuj:
2111 Zabobon jest wypaczeniem postawy religijnej oraz praktyk, jakie ona nakłada. Może on także dotyczyć kultu, który oddajemy prawdziwemu Bogu, na przykład, gdy przypisuje się jakieś magiczne znaczenie pewnym praktykom, nawet uprawnionym lub koniecznym. Popaść w zabobon 37 - wiązać skuteczność modlitw lub znaków sakramentalnych jedynie z ich wymiarem materialnym, z pominięciem dyspozycji wewnętrznych, jakich one wymagają.
Cytuj:
Wróżbiarstwo i magia
2115 Bóg może objawić przyszłość swoim prorokom lub innym świętym. Jednak właściwa postawa chrześcijańska polega na ufnym powierzeniu się Opatrzności w tym, co dotyczy przyszłości, i na odrzuceniu wszelkiej niezdrowej ciekawości w tym względzie. Nieprzewidywanie może stanowić brak odpowiedzialności.
2116 Należy odrzucić wszystkie formy wróżbiarstwa: odwoływanie się do Szatana lub demonów, przywoływanie zmarłych lub inne praktyki mające rzekomo odsłaniać przyszłość 42 . Korzystanie z horoskopów, astrologia, chiromancja, wyjaśnianie przepowiedni i wróżb, zjawiska jasnowidztwa, posługiwanie się medium są przejawami chęci panowania nad czasem, nad historią i wreszcie nad ludźmi, a jednocześnie pragnieniem zjednania sobie ukrytych mocy. Praktyki te są sprzeczne ze czcią i szacunkiem - połączonym z miłującą bojaźnią - które należą się jedynie Bogu.
2117 Wszystkie praktyki magii lub czarów, przez które dąży się do pozyskania tajemnych sił, by posługiwać się nimi i osiągać nadnaturalną władzę nad bliźnim - nawet w celu zapewnienia mu zdrowia - są w poważnej sprzeczności z cnotą religijności. Praktyki te należy potępić tym bardziej wtedy, gdy towarzyszy im intencja zaszkodzenia drugiemu człowiekowi lub uciekanie się do interwencji demonów. Jest również naganne noszenie amuletów. Spirytyzm często pociąga za sobą praktyki wróżbiarskie lub magiczne. Dlatego Kościół upomina wiernych, by wystrzegali się ich. Uciekanie się do tak zwanych tradycyjnych praktyk medycznych nie usprawiedliwia ani wzywania złych mocy, ani wykorzystywania łatwowierności drugiego człowieka.
Nie oszukujmy się, nie ma religii uniwersalnej, w której znajdzie się miejsce dla wszystkich praktyk, zainteresowań, czy w końcu orientacji. Jeśli rozumie się bóstwo i jego zakazy i nakazy inaczej, niż rozumie je kościół, do którego się przynależy, de facto nie jest się jego członkiem. Jest się nim jedynie formalnie, nie duchowo, jakby tego nie rozumieć. Nie ma jedności z wyznawcami, którzy starają się spełniać zakazy i nakazy, nie omijając ich dlatego, że uznają za bezsensowne. Ale religii jest na świecie dość, by każdy znalazł swoją religijną niszę, pozwalającą mu praktykować to, co praktykować chce, co mu potrzebne i znaleźć swoją "duchową pełnię". Nie musi to być chrześcijaństwo, nie musi neopogaństwo, nie musi voodoo czy inna santeria. Jest z czego wybierać, dowcip w tym, by wybierać świadomie i nie kierować się inercją, w łonie danej religii praktykując rzeczy przez nią potępiane. Kwestia wewętrznej uczciwości, moim zdaniem.
Albo poważnie się traktuje zakazy i nakazy poważnie traktowanej religii, albo jest się hipokrytą. Jasne, chrześcijanie mają furtkę zdejmującą z nich odpowiedzialność za ich postępowanie w postaci sakramentu pokuty. Ale jeśli się wróżbiarstwa (sprzecznie z dyktowanymi przez kościół zasadami) nie uważa za grzech, nie wymieni się go przy spowiedzi, nie będzie pokuty i szczerego postanowienia poprawy - odpowiedzialność będzie dalej ciążyć - i jeśli chrześcijanie mają rację i jest Sąd Ostateczny - na nim się za to zapłaci...
Co do chrześcijaństwa traktowanego szerzej - był w Anglii pastor baptystów, który zasugerowawszy się stojącą w obodowskim wstępniaku informacją o tym, że druidyzm to światopogląd a nie religia i nic nie stoi na przeszkodzie, by być druidem, nie odchodząc z dowolnego kościoła chrześcijańskiego (która zresztą jest jedynie disklaimerem mającym sprawić, by OBODu nie posądzano o sekciarstwo, a niewiele ma z rzeczywistością wspólnego), przystąpił do Zakonu, przeszedł wszystkie szkolenia i uzyskał inicjację druida. Pewne elementy praktyki, takie najłagodniejsze, włączył do praktyki duszpasterskiej. Praktyki tej mu zakazano, odwołano od obowiązków kapłańskich i bodaj wykluczono ze wspólnoty. I z obiektywnego punktu widzenia, to kościelne władze miały rację, nie on, nawet jeśli druidzką duszę to boli jako niesprawiedliwość
Co do chrześcijaństwa traktowanego jeszcze szerzej - po prostu jako wiary w bóstwo ICH i moc jego odkupieńczej ofiary - można byłoby przyjąć pogląd gnostycki. Ale to baaardzo szeroki temat, różne odmiany gnozy zresztą wszystkie oficjalne kościoły chrześcijańskie uważają za herezję, łącznie z tymi najpierwotniejszymi, jak ormiański czy syryjskie. Nie chcę się zresztą jakoś szczególnie w ten temat zagłębiać - na naszym forum robi to niejaki Apollo, zanudzając zresztą wszystkich uczestników i nikomu już nie chce się podejmować z nim dyskusji... facet po prostu uparł się znaleźć punkty wspólne chrześcijaństwa (szeroko rozumianego) z neopogaństwem (równie szeroko rozumianym) co jest zawracaniem Wisły kijem, ale już nikomu nie chce się z nim polemizować
