Bardzo ciekawa historia o tym wietrze, nie slyszalam jej wczesniej, dzieki Agni
Rzeczywiscie muzeum bardzo mi sie podobalo, zreszta miasteczko rowniez. W ogole cala Kornwalia jest niesamowita i wydaje sie byc zupelnie inna niz np. Walia czy Anglia. Nie wiem czy Ty Agni tez to tak odbierasz? Moze to tylko wrazenie, bo mieszkam w duzym miescie i wyjazd do Kornwali to jak wyjazd na gleboka prowincje. A moze jednak jest cos szczegolnego w tym polwyspie. No, nie wiem, ale mnie to miejsce przyciaga z "magiczna moca" i pozwala sie zrelaksowac jak nigdzie indziej.
Wczesniej bylam w Tintagel i wtedy zdalam sobie sprawe, ze aby 'poczuc' Kornwalie w pelni i rzeczywiscie cos zobaczyc trzeba na to przeznaczyc kilka dni, pospacerowac po klifach, posiedziec gapiac sie w morze, zajrzec do uroczych sklepikow w miasteczku (wiekszosc tematow zwiazana z witchcraftem badz krolem Arturem), albo co jeszcze lepsze, trafic na jakis "pchli targ" ("boot sale"), gdzie mozna znalezc fantastyczne starocie za naprawde niskie ceny.
Boscastle rzeczywiscie oddaje atmosfere, ktora towarzyszy witchcraft'owi. Jak powiedzial moj znajomy:"odwiedzenie Muzeum Czarostwa to wrecz obowiazek dla kazdego kto interesuje sie tym tematem". Coz, ja w wicca stawiam dopiero swoje pierwsze kroki, bo Moja Sciezka jest nieco inna i dopiero odkrywam swoje "nowe" fascnacje - zobaczymy co z tego wyjdzie

, jednak muzeum oferuje "dla kazdego cos dobrego" i znalezc tu mozna wszystko od mandragory poczawszy, poprzez laleczki voodoo, na paleczkach oghamu skonczywszy.
A co do siedzenia przed muzeum, to rzeczywiscie jest tam taka urocza laweczka dla wiedzm (obok stojaka na miotly z napisem: " Visiting witches please park your broomsticks here"

)