Etycy i prawoznawcy przelali na ten temat morze atramentu, które można odgórnie podsumować jako brednie. Na pojęciach wszystko jest możliwe. Że mam nastrój na dopisanie swoich bzdur, to pozwolę sobie, zgodnie z tematem, przedstawić w paru słowach swoje, autorytatywne rozumienie krzywdy
1. Bierzemy pod uwagę intencję. Ale nie samą intencję, a intencję towarzyszącą czynowi albo zaniechaniu.
2. Bierzemy pod uwagę także rozsądnie możliwe do przewidzenia skutki. Bezmyślność nie jest wytłumaczeniem.
3. Bierzemy pod uwagę subiektywną stronę krzywdy. Jeśli "ofiara" świadomie chce, to nie ma mowy o żadnej krzywdzie.
4. Krzywdę psychiczną traktujemy z nieufnością i podejrzliwością. Tak, wiem, że to potrafi boleć strasznie, nie bawmy się w truizmy. Natomiast widziałem już ludzi, którzy za swoją krzywdę uważają to, że świat im się nie kłania. Duża część tych ludzi to wyznawcy różnych religii albo dogmatycznych światopoglądów niby niereligijnych, ale też świątobliwie poprawiających świat.
"Ich kolana zawsze nabożeństwa czynią; dłonie są sławieniem cnoty, lecz serce nic nie wie o tem." (Nietzsche, "Tako rzecze Zaratustra") - bowiem swoich wrogów (tych, którzy nie chcą się podporządkować) utopiliby w łyżeczce wody.
5. Istnieje hierarchia bytów. Hierarchia, oczywiście, podlegająca zmianom. Ale, pomijając znów filozoficzne morze bredni, człowiek co nieco osiągnął na tym świecie. Dobrego czy złego, ale osiągnął. Zwierzak i należy oceniać go tak jak inne zwierzaki, które jeśli zdominują swoje środowisko mogą je zniszczyć. My jesteśmy nawet na tyle zaawansowani, że czasami staramy się te zniszczenia pohamować lub cofnąć. A wracając do hierarchii - im wyższe stworzenie w hierarchii, tym bardziej unikamy robienia mu kuku.
6. Bierzemy pod uwagę, że ekosystem jako całość jest nieporównanie większy od nawet najwyższego w hierarchii pojedynczego gatunku.
7. Generalnie, dopasowujemy swoje działania do osoby, jej oczekiwań i własnych, ograniczonych na różne sposoby, możliwości - starając się przewidywać i zachować rozsądek, by celowo nie przysparzać cierpienia drugiemu bytowi.
W zasadzie punkt 7. jest dla mnie najważniejszy i najlepiej wychodzi mu pływanie na morzu bzdur. Ale też nie odpowiada konkretnie na żadne pytanie.
Pozostaje tylko dziki
w obliczu bezlitosnej, zaplątanej Rzeczywistości.